niedziela, 22 lutego 2015

Spóźniony TAG studniówkowy



Witajcie kochani,
wiele z was chciało abym opublikowała zaległe posty także do dzieła :). Dzisiaj przychodzę do was z TAGiem studniówkowym, który w styczniu był jednym z popularniejszych na blogach, także na YouTubie. Bez zbędnych wstępów zapraszam was do poczytania moich odpowiedzi.


1. Gdzie i kiedy odbyła się Twoja studniówka?

Moja studniówka była już ładnych parę lat temu, dokładnie 6 ( Boże, ale stara jestem :P ). Nie pamiętam dokładnej daty, ale było to coś koło 20 stycznia 2009 roku. Odbyła się ona w mojej miejscowości ( Gogolin ) w niedawno otwartym Zajeździe Karolinka. Z tego co pamiętam było dużo dobrego jedzenia oraz grał nam fajny zespół.


źródło: internet


2. W co byłaś ubrana?
Wtedy za moich czasów była jeszcze moda na długie balowe suknie :), dziewczyny wręcz zabijały się o to żeby takową mieć nie wiedzieć czemu. Ja także taką miałam, tak na prawdę swoją wymarzoną, widziałam ją w sklepach jakieś pół roku wcześniej, a przed okresem studniówkowym nagle zniknęły, ale w jednym jedynym sklepie w Opolu udało mi się ją dostać za uwaga aż 250zł, co na tamte czasy było bardzo dużo.




3. Jaki miałaś makijaż i fryzurę?

Makijaż miałam zrobiony przez makijażystkę w odcieniach szarości :), fryzura także była czesana u fryzjera, co też nie było lada wyzwaniem przy moim praktycznie braku włosów :P. Jakoś fryzjerka coś wykombinowała, przód miałam podniesiony, bo bez tego wygląda jakbym włosów nie miała, a z tyłu część loków podpiętych "żabkami" z czerwonymi różyczkami, a część rozpuszczonych.




4. Twój studniówkowy partner?

Moim studniówkowym partnerem był wtedy jeszcze chłopak, teraz już mąż :). Bawiliśmy się świetnie, choć nie była to pierwsza nasza wspólna tego typu impreza ;), wcześniej w lecie zaliczyliśmy jeszcze wesele mojej kuzynki.




5. Czy było to dla Ciebie ważne wydarzenie?

Oczywiście tak, bardzo długo na studniówkę czekałam, odliczałam do niej dni i godziny :D.


6. Jak wspominasz ten dzień?

Pamiętam tylko tyle, że świetnie się bawiłam. Samych przygotowań i dnia nie pamiętam dokładnie. Wiem tylko, że najpierw byłam czesać fryzurę u fryzjera, a potem przyjechała do mnie do domu makijażystka. Kilka zdjęć przed wyjściem z domu musiało być. Najlepsze było to, że śniegu było po kolana, a ja poszłam w sandałkach, bo tylko takie buty dostałam w moim rozmiarze :P. W sumie to jedliśmy, bawiliśmy się, trochę alkoholu było pod stołem tak żeby nauczyciele nie widzieli ;) no i oczywiście kilka fotek dla uwiecznienia zaistniałej sytuacji musieliśmy popstrykać. Studniówka skończyła się jakoś koło 3 nad ranem, także nawet dość późno.




To by było na tyle :). A wy jak wspominacie ten dzień? Byłyście na kilku studniówkach, czy tylko na swojej :)? Koniecznie dajcie znać :)!

Buziaczki!



czwartek, 19 lutego 2015

Ponad miesięczna nieobecność, czyli co się za mną działo

Witajcie kochani,

dziś tak na prawdę przychodzę do was z wyjaśnieniami, a zarazem przeprosinami za to, że mnie tutaj tak długo nie było. Bardzo, ale to bardzo was przepraszam za moją nieobecność, ale w moim życiu sporo się ostatnio dzieje i często nie wystarcza po prostu czasu na przyjemności czyt. pisanie tutaj ;). Postaram się wam wszystko pokrótce wyjaśnić, aby was za bardzo nie zanudzić ;).

Od połowy stycznia załatwiałam mnóstwo spraw związanych z nostryfikacją swojego dyplomu w USA, co okazało się nie lada wyzwaniem. Problem studiowania na dwóch uczelniach jest bardzo dotkliwy, ponieważ przy licencjacie nie miałam żadnych problemów z wypełnieniem przez uczelnie papierów, za to już przy magisterce nie było to takie proste. Uczelnia odmówiła wypełnienia dokumentów w języku angielskim, co wiązało się z dodatkowymi kosztami tłumaczenia ich przysięgle, po to aby wiedzieli co podpisują. Zdobycie syllabusów nauczania także nie było proste, ale dzięki uprzejmości zupełnie obcych uczelni udało się :).

Końcówka stycznia wiązała się z przygotowaniami do wieczoru panieńskiego siostry, który odbył się 7 lutego. Było do ogarnięcia sporo rzeczy od wyboru miejsca po motyw przewodni. Był tylko jeden problem z tym związany, duża ilość dziewczyn i każda miała swój pomysł, którego nie szło zanegować. Jakoś udało mi się pójść na kompromis i de facto każda dostała to co chciała. Motywem przewodnim było Hawaii Party, miałyśmy na szyi kolorowe kwiatki, ozdoby na stole w tym stylu itd. Pierwsza część wieczoru odbyła się na kręgielni gdzie zorganizowałam kilka konkursów, była też pizza ( siostra nawet dostała swoją w kształcie penisa ), tort z wiadomym motywem oraz oczywiście % :D, potem przeniosłyśmy się na dyskotekę, tam jeszcze więcej % ;) i zabawa trwała do 4 nad ranem ;).

Po panieńskim nadszedł czas na dopinanie wszystkiego na ostatni guzik przed weselem 14 lutego. Ostateczny wybór menu, dekoracji i innych rzeczy przyprawiał o zawrót głowy, ale daliśmy radę, a znalezienie białych butów w zimie i ładnej białej bielizny na noc poślubną graniczyło z cudem. Bardzo szybko nadszedł dzień ślubu, jak to w dzień zakochanych było romantycznie ;). Zabawa była prześwietna, jedzenie przepyszne. Oczywiście nie obyło się bez małych ekscesów, ale wesele bez burdy to nie wesele ;). Ogólnie młodzi bardzo zadowoleni, będą mieli co wspominać do końca życia.

W tym tygodniu też jest nie małe zamieszanie. W końcu kupiliśmy bilety na 10 marca :), także jeszcze w Polsce jestem ostatnie, nie całe 3 tygodnie. Lecimy przez Frankfurt do Houston, pierwszy raz będę leciała samolotem i to na dodatek w tak długą podróż, na samą myśl mam dreszcze :P. Odwiedzamy jeszcze lekarzy aby sprawdzić stan zdrowia, bo tam są kolosalne koszty wizyt u obojętnie jakiego lekarza. Mąż jeszcze zrobił sobie laserową korekcję wzroku. Kompletujemy też dokumenty, które musimy zabrać ze sobą do USA. Został nam jeszcze zakup $, ale niestety kurs jest dołujący :(, cały czas liczymy na to że choć trochę spadnie. 

Miało być krótko, a jak zwykle wyszło długo. Jak widzicie sporo się u mnie dzieje i przez to brak czasu na cokolwiek. Mam nadzieję, że po przylocie do USA będę choć przez chwilę miała więcej czasu na pisanie ;). Sporo zaległości sobie zrobiłam na blogu, nie wiem co ze starymi postami typu TAG studniówkowy, chciejlista na rok 2015 nie jest aby za późno na publikację takich rzeczy? 
Koniecznie dajcie znać co o tym sądzicie.

Buziaczki!


niedziela, 11 stycznia 2015

Ulubieńcy kosmetyczni roku 2014



Witajcie moi drodzy :),
dzisiaj mam dla was ulubieńców minionego roku :). Zobaczycie z czym się najbardziej polubiłam. Ulubieńców postanowiłam podzielić na 5 kategorii: pielęgnacja włosów, pielęgnacja twarzy, pielęgnacja okolic oczu i demakijaż, makijaż oraz pielęgnacja ciała. Kosmetyki te sprawdziły i sprawdzają się u mnie najlepiej, dlatego też postanowiłam podzielić się z wami moimi faworytami :). Tak więc zapraszam do dalszej części postu :).


PIELĘGNACJA WŁOSÓW




1. Odżywka i mgiełka do włosów z bursztynem Jantar - polubiłam się z nimi, bo przyspieszyły porost włosów oraz pojawiło się u mnie sporo babyhair

2. Szampon Babydream - mój ulubieniec w pielęgnacji skóry głowy, dzięki niemu zmniejszyło się u mnie przetłuszczanie włosów, używam go tylko do skóry głowy także bez problemu mogę rozczesać włosy :)

3. Olej jojoba i olej kokosowy - jojoba pomaga w walce z przetłuszczającą się skórą głowy ( świetnie się sprawdza także przy opryszczce ), a kokosowy nawilża i odżywia włosy ( używam go także kilka razy w tygodniu na noc na twarz - buźka gładka i ładnie nawilżona na drugi dzień )

4. Szczotka Tangle Teezer - odkąd ją kupiłam uwielbiam, nie szarpie włosów przez co mniej ich wypada :), kiedyś zapomniałam zabrać ją od teściów i była to katastrofa, umierałam rozczesując włosy szczotką z dzika, której używałam wcześniej



PIELĘGNACJA TWARZY




5. Żel myjący normalizujący i żel z peelingiem oczyszczający pory Ziaja Liście Manuka - pokochałam tą serie Ziaji od pierwszego użycia :), zwykły żel ładnie myje i nie wysusza skóry, jest wydajny, a peelingujący ładnie złuszcza naskórek, jest trochę mniej wydajny, ale i tak go lubię :)

6. Krem nawilżający na noc i krem złuszczający z kwasem migdałowym na noc Ziaja Liście Manuka - krem na dzień dobrze nawilża i nawet ładnie matowi, krem na noc rzeczywiście delikatnie złuszcza naskórek, ale nie podrażnia, dzięki nim zmniejszyła mi się ilość wyskakujących niespodzianek

7. Maść ichtiolowa i Pasta Lassari ( pasta cynkowa z kwasem salicylowym )- ta pierwsza na podskórne wypryski, ładnie wyciąga ropę na zewnątrz, a pasta cynkowa ładnie zasusza i goi wypryski, obie te maści to must have osób borykających się z trądzikiem :)

8. Krem ochronny UVA i UVB Ziaja - ten krem stosuję zimą oraz jesienią, po prostu jak się robi chłodniej, jest dość treściwy, ale cieńsza warstwa ładnie się wchłania i spokojnie można na niego nałożyć makijaż, używam także grubą warstwę przed wyjściem jak idę pobiegać :), powoli się kończy i już mam zamiennika z firmy AA :)



PIELĘGNACJA OKOLIC OCZU I DEMAKIJAŻ




9. Płyn micelarny BeBeauty - mój pierwszy i jak na razie jedyny płyn micelarny, którego używałam jest już na wykończeniu, a w szafce stoi płyn micelarny z Eveline, polubiłam od pierwszego użycia, to już któraś z kolei butelka, dobrze zmywa makijaż i ładnie tonizuje buzie 

10. Dwufazowy płyn do demakijażu oczu Bielenda Bawełna - ulubieniec i tyle w tym temacie ;), recenzja już kiedyś była na blogu ;)

11. Aktywne serum do rzęs Lbiotica - polubiłam się z tym serum, rzęsy mi nie wypadają, trochę bardziej się zagęściły i zaczęły ładnie rosnąć :)

12. Nawilżający krem przeciwzmarszczkowy pod oczy Nivea i Bio-żel pod oczy i na powieki zmniejszający obrzęki szałwiowy Ziaja - pierwszego używam na noc, raczej nie zredukował zmarszczek, ale ładnie nawilża, a żel z Ziaji używam rano, bo fajnie chłodzi i troszkę niweluje obrzęki :)



MAKIJAŻ

 


13. Color Tattoo 35-On and on Bronze Maybelline - zakochałam się w tym cieniu od pierwszego użycia, cienka warstwa idealnie się nadaje do dziennego makijażu, a grubsza do wieczorowego :), ładnie się blenduje, stanowi fajną bazę pod inne cienie, utrzymuje się na powiekach cały dzień i się nie ściera :)

14. Tusz do rzęs Lancome Hypnose - na początku nie polubiłam się z nim, ale z każdą kolejną szansą zaczął mi się podobać, ładnie tuszuje rzęsy, nie skleja ich i się nie osypuje, szkoda tylko, że jest tak drogi

15. BB cream Garnier - mój pierwszy krem BB, daje ładny naturalny efekt, dość dobrze kryje mniejsze niedoskonałości i wyrównuje koloryt, u mnie wystarczy on, korektor i delikatnie wytuszowane rzęsy i makijaż na codzień gotowy :)

16. Roll-on przeciw cieniom pod oczami Garnier i korektor z Miss Sporty - roll-on ładnie kryje moje cienie pod oczami, uwielbiam go i nie wiem co zrobię gdy się skończy, bo chyba już nigdzie nie idzie go dostać i tutaj pytanie do was, czy znacie coś podobnego w rolce pod oczy? Drugi to zwykły korektor, ładnie zakrywa niedoskonałości, na cienie pod oczami też się nadaje, ale na tą okolicę wolę Garnier :)



PIELĘGNACJA CIAŁA




17. Kremowy żel pod prysznic malina i wanilia BeBeauty - kupiłam go w ostatniej gazetce kosmetycznej w Biedronce i od pierwszego użycia pokochałam, żałuję że nie kupiłam więcej na zapas, zapach jest obłędny i dość długo utrzymuje się na skórze, ładnie ją nawilża

18. Balsam pod prysznic kakao&mleko Nivea - dałabym Nobla temu kto go stworzył :), dzięki niemu nie muszę wcierać w siebie po kąpieli balsamów, nie daje jakiegoś spektakularnego nawilżenia, ale mnie ono w zupełności wystarcza i ten zapach boski :)

19. Krem do stóp przeciw odciskom i zgrubieniom Green Pharmacy - kremik ten stosuję na noc i zakładam skarpetki, rano stópki są gładziutkie :), nie każdemu może spodobać się sosnowy zapach, mnie on nie przeszkadza

20. Krem do rąk Synergen - zapach ma obłędny, mogłabym go zjeść, małe opakowanie w sam raz do torebki dzięki czemu mam go zawsze pod ręką :), szybko się wchłania i świetnie nawilża :)



To są moi wszyscy ulubieńcy :), sporo się tego nazbierało, ale w końcu lubiłam się z nimi cały zeszły rok. A u was jakie produkty były ulubionymi w minionym roku? Chętnie poczytam posty na ten temat :)

Buziaki!



czwartek, 8 stycznia 2015

Listopadowo-grudniowe denko #4



Witajcie kochani,
dziś przychodzę do was z jak zwykle dwumiesięcznym denkiem :). Jakoś te zużywanie zapasów powoli mi idzie, a nie wiele czasu mi zostało, mam nadzieję że choć większą część uda mi się pozużywać. Kolejne denko pojawi się pewnie tuż przed samym wylotem, czyli jakoś końcówką lutego/początkiem marca. Przejdźmy do moich zdenkowanych produktów ;).





1. Mydło w płynie cookies BeBeauty - ładnie pachniało, ale zapach nie utrzymywał się długo, nie wysuszało rąk, takie przeciętne było ;), minus za pompkę, a raczej jej wężyk, który popękał i musiałam wymienić pompkę na inną żeby zużyć je do końca :/.

2. Płyn do kąpieli cookies BeBeauty - zapach jak wyżej z tym, że był bardzo słabo wyczuwalny w powietrzu i trzeba było sporo wlać do wanny żeby ładnie się spienił, nie kupiłabym ponownie.

3. Żel po prysznic o zapachu lawendy Bloomfield - ładnie pachniał lawendą i zapach utrzymywał się na skórze, jednak był dość lejący przez co mało wydajny.

4. Płyn do higieny intymnej z aloesem Facelle - chyba nikomu go nie muszę przedstawiać ;), ja go kupiłam z przeznaczeniem mycia włosów, ale tutaj się nie sprawdził tak jak Babydream więc zaczęłam go używać zgodnie z przeznaczeniem, ale mnie podrażniał :( dlatego więcej go nie kupię.

5. Nawilżający scrub-masaż pod prysznic antycellulitowy Eveline - fajny peeling, dość mocny, ładnie pachniał i był wydajny, jakiegoś super efektu nie dawał, ale balsamy lepiej się po nim wchłaniały :), kupiłabym ponownie :).

6. Scrub lawendowy Bloomfield - zapach identyczny jak przy żelu pod prysznic, ale scrubem bym go nie nazwała, był to delikatny peeling, którego używałam nawet do twarzy.

7. Peeling myjący z gruszką Joanna - bardzo lubię te mini peelingi, za zapach wydajność i wielkość, bo dzięki temu zawsze zmieszczą się do kosmetyczki :).





8. Suchy szampon do każdego rodzaju włosów Radical - nawet się dość dobrze spisywał, robił to co ma robić, jednak chyba trafiłam na jakieś felerne opakowanie, bo dozownik nie zawsze wracał na swoje miejsce i dociskał rozpylacz przez co chyba z pół opakowania wypsikało się samoistnie :/.

9. Suchy szampon floral&flirty blush Batiste - mój KWC, normalnie hit odkąd odkryłam, kolejne opakowanie mam w szafce, odświeża włosy i podnosi je u nasady :), na tyle że spokojnie przetrzymają jeden dzień dłużej bez mycia.

10. Antyperspirant z Aloesem ISAE - pisałam o nim wiele razy, także nie będę się powtarzać ;), lubimy się i tyle.

11. Dwufazowy płyn do demakijażu oczu Bielenda Bawełna - ubóstwiam, nie zamienię na żaden inny i wiem, że zabiorę zapas ze sobą do USA :).

12. Skoncentrowane serum wyszczuplające i antycellulitowe Lierac - poza tym, że było cholernie drogie ( na promocji 70zł ) i dobrze nawilżało nie robiło nic więcej, pieniądze wyrzucone w błoto i nigdy więcej go nie kupię

13. Perfumy Beckham signature summer - bardzo ładny, delikatny, kwiatowy zapach idealny na wiosnę/lato, długo utrzymywał się na skórze, jeśli będę miała okazję to na pewno zakupię ponownie.

14. Maseczki z Rossmanna wanilia i truskawka oraz peel-off - nie wiem gdzie posiałam drugie części tych maseczek, pewnie gdzieś wyrzuciłam ;), bardzo lubię te Rossmannowskie maseczki, robią to co mają robić, są wydajne ( jedna taka połówka wystarcza mi na 2-3 razy ) i kosztują na prawdę niewiele :).





To by było na tyle :), powyrzucałam także sporo przeterminowanych kosmetyków oraz lakierów do paznokci, ale nie chciałam ich tu pokazywać, bo nie były to typowo zdenkowane produkty :), wam też radzę poprzeglądać swoje zapasy kosmetyczne, bo na prawdę szkoda nabawić się jakiegoś uczulenia od przeterminowanych kosmetyków.

A u was jak tam zużycia :) ?

Buziaki!




poniedziałek, 5 stycznia 2015

Podsumowanie roku 2014



Witajcie kochani w nowym 2015 roku :)!
Mam nadzieję, że jeszcze o mnie pamiętacie ;). U mnie ostatnio czas kręci się wokół wyjazdu i już tylko o nim myślę, poza tym moja młodsza siostrzyczka 14 lutego bierze ślub :) i przede mną jako świadkową stoi zadanie zorganizowania wieczoru panieńskiego, już mniej więcej mam zarys jak to ma wyglądać ;), ale nie o tym ten post :). Przejdźmy do podsumowania minionego roku :).


W styczniu odwiedziłam Wrocław, odkąd tam nie mieszkam ciągnie mnie do niego strasznie, a przy okazji spotkałam się z przyjaciółką, którą poznałam na licencjacie ;). Oczywiście zdjęcie pod choinką musi być ;).




W lutym nic ciekawego się nie działo ;), oprócz Walentynek, które spędziłam z ukochanym, wtedy jeszcze nie mężem ;). Zaczęłam też pisać pracę magisterską, ale strasznie topornie mi to szło.


W marcu nadal pisałam pracę, a że pogoda ładna się zrobiła stwierdziliśmy, że pora wybrać się na pierwszy wypad w góry tego roku :). Postawiliśmy na masyw Śnieżnika, pomimo tego że na dole było ciepło u góry nadal leżał śnieg ;). Oczywiście jakimś cudem zboczyliśmy ze szlaku i chyba poszliśmy jakimś starym, nieoznaczonym, ale dotarliśmy na szczyt :P.








W kwietniu do Polski przyleciał brat ukochanego z żoną i córeczką Sophie. Mała miała chrzciny w Polsce. Mój TŻ był bardzo szczęśliwy z przylotu brata, ponieważ nie widzieli się prawie 2 lata.







Maj to był bardzo zakręcony miesiąc i pełen wrażeń miesiąc. 1 maja sprawdziliśmy status w loterii wizowej DV2015, ja nie zostałam wylosowana, mój TŻ także nie, byliśmy zawiedzeni. Po dwóch dniach na forach ludzie pisali żeby po raz kolejny sprawdzić status, bo przez przeciążenia były błędy w systemie, ok sprawdzamy ponownie, ja nie wylosowana, TŻ wylosowany z bardzo niskim nr ( czyt. ogromna szansa na wyjazd, bardzo wcześnie rozmowa ), byliśmy w bardzo wielkim szoku. Pytanie i co teraz? Od razu postanowienie, musimy jak najszybciej wziąć ślub chociażby cywilny, aby razem móc wyjechać. Chociaż byliśmy ze sobą prawie 8 lat jakoś wcześniej specjalnie nie myśleliśmy o zaślubinach ze względu na koszty, woleliśmy te pieniążki odkładać na mieszkanie. No, ale stało się trzeba jak najszybciej to zorganizować. Od razu 5 maja udaliśmy się do Urzędu Stanu Cywilnego, sprawa ciężka do zrealizowania, bo według ustawy musi minąć 30 dni od podpisania przyrzeczeń, ale jest światełko w tunelu, można starać się o przyspieszony ślub za dodatkową opłatą i zgodą burmistrza, tak więc dostaliśmy zgodę na ślub. 14 maja o godzinie 15.30 zaślubiny :), w gronie świadków i rodziców męża, niestety moich rodziców nie było ( tata za granicą, mama opiekowała się niepełnosprawnym braciszkiem ), podeszliśmy do tego bezstresowo i z niedowierzaniem ;). 10 minut później było po sprawie i byliśmy małżeństwem :)! Akty małżeństwa dostaliśmy od razu, także ja na drugi dzień pojechałam wyrobić nowy paszport ( do wypełnienia wniosku wizowego potrzebny jest aktualny paszport ), bo chciałam mieć już z nowym nazwiskiem. W między czasie złożyłam także wniosek o dowód osobisty na który czekałam 3 tygodnie, a paszport był po dwóch. Po 20 maja  uzupełniliśmy wnioski zgodnie z prawdą ( nie wolno w nich kłamać )  i wysłaliśmy je po raz pierwszy elektronicznie ( kiedyś trzeba było wysyłać formularze do USA listownie ). Teraz rozpoczęło się oczekiwanie na rozmowę w Ambasadzie w Warszawie ( rozmowy zaczynają się w październiku, a pierwsze zaproszenia ludzie dostają po 15 sierpnia ), ciągle się zastanawialiśmy czy wszystko w papierach jest ok. Oddałam także swoją pracę magisterską do COS.










Czerwiec minął spokojnie :), czekała mnie ostatnia w życiu sesja egzaminacyjna, także czerwiec spędziłam ucząc się. Jednak przyjemności też musiały być :). Znowu wypad do Wrocławia na spotkanie z przyjaciółką :).




W lipcu nadal się uczyłam, tym razem do obrony ;). 11 lipca miałam obronę, nawet poszło bezstresowo :), oczywiście zostałam panią mgr fizjoterapii :D. Pod koniec tego miesiąca wraz z grupą ze studiów zorganizowaliśmy imprezę pożegnalną, ale zdjęć z tej imprezy wolę nie pokazywać :P. Tego miesiąca założyłam także bloga :).




Sierpień był oczekiwaniem na zaproszenie na rozmowę, jednak takowego nie dostaliśmy, już się martwiliśmy że mamy coś nie tak w papierach, jednak okazało się, że po prostu trochę później wysłaliśmy papiery i nasza rozmowa może być najwcześniej w listopadzie, ale bardziej prawdopodobne że odbędzie się w grudniu. Jako, że mąż swój urlop wykorzystywał na pisanie pracy magisterskiej, nigdzie nie pojechaliśmy na wakacje, za to robiliśmy sobie jednodniowe wypady w góry. Tego miesiąca postanowiliśmy zdobyć szczyt Trzech Koron.







We wrześniu w ramach odskoczni dla męża, który nadal pisał pracę mgr, postanowiliśmy pojechać wspiąć się na Szczeliniec Wielki. Pogoda nie zapowiadała się zbyt dobrze, gdy tylko wjechaliśmy w góry była ogromna mgła, nic totalnie nie było widać, ale stwierdziliśmy, że pójdziemy, najwyżej nic nie zobaczymy i się cofniemy z powrotem. Jednak im wyżej wchodziliśmy tym pogoda była lepsza, tak że nawet dało radę podziwiać widoki. Przed wejściem na skalny szlak herbatka w schronisku, bo zimno było :).








W październiku postanowiłam zacząć dbać o siebie, zaczęłam zdrowiej się odżywiać i biegać, jakiś spektakularnych efektów nie ma do tej pory, ale ja lepiej się czuję. W tym miesiącu dostaliśmy także zaproszenie na rozmowę w Ambasadzie, to był znak że pora zacząć kompletować dokumenty.


W listopadzie udaliśmy się na badania lekarskie do Krakowa. Udało nam się wszystko załatwić w jeden dzień. Z samego rana pobrali nam krew, potem prześwietlenie płuc, o 12 odbiór wyników i o 14 wizyta u lekarza. Dostaliśmy koperty z wynikami, których nie mogliśmy otwierać, a musieliśmy je zabrać na rozmowę do Ambasady.


Początkiem grudnia mieliśmy już skompletowane dokumenty, chyba z 10 razy sprawdzaliśmy czy wszystko mamy. 8 grudnia pojechaliśmy do Warszawy, a na drugi dzień mieliśmy rozmowę z przemiłą Panią konsul :). Wizy zostały przyznane, do 6 maja 2015 musimy wylecieć do USA. Po 3 dniach mieliśmy już paszporty w rękach, czyli właściwie w każdej chwili możemy wylecieć :). Święta spędziliśmy u rodziców męża, a Sylwester u moich rodziców.



A wam jak minął rok 2014? Bo jak widzicie u mnie trochę się działo ;), ale w tym roku na pewno będzie jeszcze więcej przygód, bo moje życie wywróci się do góry nogami o 360 stopni; ).

Buziaki!

piątek, 19 grudnia 2014

Christmas Time :)!



Witajcie kochani :),
u was także przygotowania do świąt idą pełną parą :)? U mnie w domciu właściwie gruntowne porządki już porobione, mój i męża pokój także już zyskał świąteczny wygląd co widać na załączonym obrazku :). W tym roku nie chciałam wchodzić zbytnio w koszty przy dekoracjach świątecznych, ponieważ mija się to z celem, bo w przyszłym roku na pewno nie będzie mnie w domu na święta w Polsce. Jedynym kosztem jaki poniosłam jest choinka :), za uwaga, uwaga 20zł! Tak kupiłam w Lidlu żywą choinkę za bezcen, a zapach jaki unosi się po pokoju jest niesamowity :).




Nie jest może bogato ubrana, ponieważ bombki i światełka to pozostałość po sztucznej choince, którą miałam co roku od dobrych 5 lat właśnie w kolorze czerwono-złotym, która była sporo mniejsza, ale nie chciałam dokupywać bombek z wiadomych względów. Taka też mi się bardzo podoba :).

Światełka gwiazdki, które zawiesiłam na firance, kupiłam w tamtym roku w Pepco za 20zł, wiem że w tym roku także można je zakupić w tej samej cenie :). Lampki te dają bardzo dużo światła.




W oknie wisi złota choinka, także podświetlana, która jest stara jak świat. Ma z co najmniej 10 lat, ale nadal działa i co najważniejsze ładnie wygląda :).




Firankę z dwóch stron związałam złotymi kokardami, które zrobiłam ze wstążek - pozostałości z tamtego roku po pakowaniu prezentów :).




I gotowe :), a tak prezentują się wszystkie ozdoby przy zapalonym świetle:













A u was jak tam? Także już świątecznie? Jeśli tak to dajnie znać na dole i koniecznie podrzućcie linki do waszych dekoracji jeśli tak owe gdzieś pokazaliście ;).

Buziaki!