poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Zycie w USA - Texas





Witajcie moi kochani,
dzis przychodze do was z postem innym niz zwykle, bo pokaze w nim wlasciwie same zdjecia okolicy, w ktorej mieszkalam w Texasie :). Mam nadzieje, ze wam sie spodoba i choc troche nakresle wam wyglad USA. Serdecznie zapraszam do ogladania.



Juz na samym poczatku, a byl to poczatek marca, gdy przylecielismy do Texasu przywitala nas piekna pogoda....




....... i koktajle z truskawek





Jednym z pierwszych miejsc, ktore odwiedzilismy bylo Lake Conroe, mielismy do niego jakies 10 minut jazdy samochodem od domu




Kilka zdjec z drogi




Bardziej zielono niz w Polsce :P








Juz widac kawalek jeziora....





....kilka przepieknych widokow




















Droga powrotna do domu, wiekszosc drog tutaj ma conajmniej 3 pasy w jednym kierunku






Ktoregos razu postanowilismy wybrac sie na safarii, przy okazji weekendowego wyjazdu na camping :). Zwierzaki byly przecudowne, z reszta sami zobaczcie:















































Ten byl najlepszy :P








Prawda, ze boskie :) ? 
To by bylo na tyle, przynajmniej jak na razie, bo tyle zdjec znalazlam u siebie na komputerze, jak znajde wiecej to oczywiscie sie nimi z wami podziele :).

Nastepny post bedzie o tym co udalo mi sie kupic w ostatnim czasie :).
Jak wam sie zdjecia podobaja?
Chcecie wiecej?
A moze macie jakies pytania na temat USA? Chetnie odpowiem.


Ps. Chcecie zobaczyc jak wyglada klasa w High School? Akurat chodze na angielski gdzie zajecia mamy w salach High School i moglabym troche zdjec popstrykac :D.


Buziaki!


poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Z serii zycie w USA - ciekawostki cz.2



Witajcie kochani z powrotem!
Na pewno mysleliscie, ze juz tutaj nie wroce, ale myliliscie sie, mam nadzieje, ze cieszycie sie z tego powodu :). Przepraszam was za moja nieobecnosc, ale musialam sobie wszystko poukladac w zyciu, aby moc teraz do was wrocic. Od 8 lipca jestem z powrotem w USA, tylko tym razem wyladowalam w przepieknej i slonecznej Kalifornii. W sumie po przylocie tylko jeden dzien bylam w domu i od razu poszlam do pracy. Zanim sie dokladnie wdrozylam minelo troche czasu. Od dzis zaczynam tez szkole jezykowa wieczoram, takze przede mna nie lada wyzwanie. Czeka mnie caly dzien poza domem, bo jak wyjade przed 7 rano do pracy tak wroce okolo 21.30, ale mam nadzieje ze uda mi sie wszystko pogodzic :). Nie przedluzajac przejdzmy do tematu dzisiejszego postu, bo jak widze ostatni bardzo wam sie spodobal :). Dzis powiem wam cos na temat zakupow w USA :).




1. Niskie ceny elektroniki/kultowych rzeczy- laptopy, aparaty fotograficzne itd. sa tutaj o wiele tansze, moja Toschiba kosztowala jakies 300$ ladnych pare lat temu, a w Polsce nadal trzeba za nia zaplacic okolo 2tys. Kosmetyki do makijazu sa takze tansze nawet w przeliczeniu na zlotowki np. podklad Revlon Colorstay to koszt okolo 10$. Tak samo pedzle do makijazu Real Techniques identyczne 3 zestawy jak na zdjeciu kupilam za 12$/zestaw.






2. Obsluga w sklepie - w Polsce to bylo normalne, ze w sklepie odziezowym sprzedawca pakowal zakupy, tutaj w spozywczaku jest to standardem, albo pakuja zakupy w nasze torby, albo w swoje firmowe, za ktore czesto trzeba placic ;). Tak samo pytaja sie czy nie potrzeba pomocy przy zapakowaniu zakupow do samochodu. 








3. Promocje, kupony, karty lojalnosciowe - wieczne wyprzedaze i promocje sa tutaj norma. Najbardziej jednak oplaca sie korzystac z kart lojalnosciowych i kuponow. Przy kartach znizki sa rozne, Target np. ma zawsze 5% rabatu przy kazdych zakupach. Kupony mozna pozyskac na kilka sposobow :). Dolaczane sa one do gazet i gazetek reklamowych danego sklepu, znajdziemy je takze na stronie internetowej sklepu, na produktach, ktore kupujemy oraz paragonach. Warto z nich korzystac, bo znizki sa najczesciej bardzo korzystne.




4. Opakowania produktow i ich ceny - mozna powiedziec, ze Ameryka ma manie wielkosci we wszystkim, takze i w wielkosci opakowan produktow zywnosciowych, chemii itd. Mleko w baniaku 1 galon ( 3,78 L ), jajka pakowane po 24 sztuki, chipsy w opakowaniach po ponad 300g, lody w kublach 5 l, 1 kg opakowanie masla. Mozna i znalezc wieksze np. w Costco, cos w stylu polskiego Makro. Ceny zywnosci sa stosunkowo niskie jednak jesli chcemy jesc organiczna zywnosc, albo pic mleko od krowki, ktora nie byla szprycowana hormonami i antybiotykami trzeba sporo wiecej zaplacic. Dla porownania w Costco za 2 opakowania po 1 galonie organicznego mleka placimy 13 $, za zwykle zaplacilibysmy cos kolo 7-8$.



5. Costco - zakupy tam na prawde sie oplacaja, zwlaszcza tutaj w Kaliforni, gdzie nie mamy pod nosem Aldiego, zakupy w Costco wychodza o wiele korzystniej niz w Targecie, Walmarcie czy Safewayu. Za czlonkostwo placi sie okolo 50$ rocznie i kazdy moze miec karte do Costco, nie ma zadych wymogow co do dzialalnosci gospodarczej czy tez posiadania wlasniej firmy jak to jest w przypadku polskiego Makro. Wielkosci i ilosci opakowan sa tutaj duze dlatego warto zaopatrzyc sie w duza lodowke z duza zamrazarka ;).






6. Cash back - to opcja z ktorej mozna skorzystac chyba w kazdym sklepie w USA. Jest to wyplacanie pieniedzy z kasy tak jak w bankomacie. Najczesciej sa limity w granicach 50-200$. Bardzo wygodna opcja z ktorej mozna skorzystac przy okazji zakupow :).











7. Jedzenie z mikrofalowki - ilosc jedzenie gotowego do spozycia po wrzuceniu do mikrofalowki jest tutaj ogromna. W kazdym sklepie spozywczym spotkamy dzial z ta zywnoscia. Do wyboru i do koloru, znajdzie sie doslownie wszystko co mozna przygotowac w 3 do 5 minut. Samo zdrowie :P.













8. Polskie produkty - mozna o nich sobie wlasciwie tutaj pomarzyc. Znalezenie twarogu i polskiej kielbasy graniczy z cudem, no chyba ze sie mieszka w New York czy Chicago. Czesco mozna znalezc w Costco czy Safewayu Polish Sausage, ktora co najwyzej przypomina parowke :P.  My mamy w dosc bliskiej odleglosci ruskie delikatesy i tam czasami udaje sie nam kupic polskie slodycze czy twarog.





9. Zakupy w sklepach Tj Maxx, Marshalls, Burlington, Ross - mozna kupic perelki za grosze. Warto tez nie odrywac metek z ciuchow, ktorych nie chcemy na razie uzywac, moga nam sie znudzic i wtedy nawet po roku czasu bez problemu mozemy je zwrocic, czesto nie potrzeba paragonu, dostajemy zwrot pieniedzy na specjalna sklepowa karte ktora mozemy uzyc przy kolejnych zakupach :). Nie spodobal ci sie tusz do rzes czy podklad? Bez problemu mozna go zwrocic do sklepu nawet jesli jest otwarty, bez podania przyczyny :).






10. Darmowe probki - w wielu sklepach przy zakupach otrzymujemy darmowe probki, ktore czesto same w sobie sa bardziej wartosciowe niz cale nasze zakupy. Na przyklad zamawiajac na stronie Sephory do kazdego zamowienia wybiera sie 3 darmowe probki kosmetykow.






To by bylo na tyle kochani moi na temat zakupow w USA. Jesli cos mi sie przypomni to dopisze :). Piszcie co byscie chcieli jeszcze wiedziec na temat USA :). Tym czasem do nastepnego posta :). W woli przypomnienia wszystkie zdjecia wykorzystane w tym poscie pochodza z internetu.


Ps. Przepraszam za brak polskich znakow, ale tutejsze komputery ich nie obsluguja, postaram sie to naprawic w domu :).




Buziaki!


piątek, 26 czerwca 2015

Z serii życie w USA - ciekawostki cz. 1



Witajcie kochani :),
dzisiaj przychodzę do was z serią życie w USA. Wiele osób zadaje mi pytania na temat tego kraju także postanowiłam wypuścić serię z ciekawostkami, o których być może słyszeliście, ale liczę na to, że część z nich będzie dla was nowością :). Serię podzielę na kilka działów, bo tak będzie prościej. Jeśli chcecie możecie zadawać pytania na które z chęcią odpowiem :). Dzisiejszy temat przede wszystkim zainteresuje kierowców :).


1. Prawo Jazdy w Texasie


Tak mam prawo jazdy, które zadawałam w stanie Texas :). W USA zrobienie prawka to pikuś o ile przygotujecie się do testów, które w niektórych stanach można zdawać po polsku ( w Texasie nie ma takiej możliwości ). W Texasie, jeżeli masz skończone 25 lat nie musisz robić żadnego kursu na prawo jazdy, idziesz po prostu do DMV ( coś na wzór naszego WORD ) wypełniasz wniosek, przedstawiasz potrzebne dokumenty, zostawiasz odciski palców, badają Ci wzrok na specjalnej maszynie, robią zdjęcie i możesz od razu podchodzić do testu teoretycznego, który składa się z 30 pytań, gdzie jedna odpowiedź jest poprawna, nie ma ograniczenia czasowego i możesz zrobić aż 9 błędów! Jeśli zdasz teorię możesz od razu zapisać się na egzamin praktyczny, najczęściej można go mieć już na drugi dzień :). Na egzamin przyjeżdżasz swoim samochodem, przedstawiasz ubezpieczenie, przegląd i tablice rejestracyjne, szybkie sprawdzenie świateł i klaksonu i zaczyna się egzamin. Na egzaminie jest do zrobienia parkowanie równoległe na placu oraz prosta jazda do tyłu także na placu po czym wyjazd na miasto. W moim wypadku wyjechałam na osiedle mieszkaniowe gdzie było kilka znaków STOP, potem wyjazd na chwile na szybszą drogę i powrót do ośrodka. Cały egzamin trwał może 10 minut :). Potem po około 2 tygodniach pocztą przychodzi nam prawo jazdy :). Zapomniałam dodać za egzamin zapłaciłam 25$ i w tej kwocie były 3 podejścia ;).


2. Sygnalizacja świetlna


Sygnalizacje świetlne w USA znajdują się za skrzyżowaniem, a nie przed tak jak w Polsce, co może byś na początku dezorientujące, ale na dłuższą metę według mnie jest to lepsze rozwiązanie, bo przynajmniej zawsze widzimy światła, a u nas często podjeżdżając do linii zatrzymania już ich nie widzimy co bywa stresujące. Na przejściach dla pierwszych zazwyczaj są sekundniki dzięki którym wiemy ile czasu mamy na przejazd przez skrzyżowanie i czy zdążymy przejechać na zielonym świetle :).


3. Znak STOP 4 WAY


Tam gdzie nie ma sygnalizacji świetlnej najczęściej spotkamy znak STOP z każdej strony. Pierwszeństwo ma ten pojazd, który podjedzie do linii stopu jako pierwszy i jest to respektowane, nie ma żadnego chamstwa na drodze :). W sytuacji kiedy 2 pojazdy podjadą do linii w tym samym czasie pierwszeństwo ma pojazd po prawej stronie drogi tak jak i u nas ( reguła prawej strony ). Tak jest w Texasie choć wiem, że w niektórych stanach istnieje reguła prawej strony.


4. Znaki STOP na autobusach szkolnych


Jeśli kiedykolwiek będziecie w USA żeby nie przyszło wam do głowy wyprzedanie autobusu szkolnego, który stoi na światłach stopu i ma wysunięty znak STOP, może to się skończyć wysokim mandatem, a co gorsza nieszczęściem, bo dzieciaki wtedy mogą przechodzić przez jezdnie. Niestety musimy grzecznie poczekać aż kierowca zgasi światła, schowa znak stopu i ruszy dalej :), najgorzej jest jechać całą drogę z pracy za takim autobusem, który co chwile zatrzymuje się żeby wysadzić dzieciaki.



5. Ubezpieczenie samochodu


Nawet 1600$ można zapłacić za roczne ubezpieczenie samochodu gdy jest się nowym osobnikiem bez historii kredytowej, kwota nie mała, która może przyprawić zawrotu głowy. Ubezpieczenie płaci się co pół roku. Pocieszeniem jest jedynie to, że kwota ta z roku na rok maleje i po kilku latach zatrzymuje się w granicy 500-600$ rocznie.





6. EZ TAG


Coś jak nasz ViaToll na autostradach. Małe urządzonko, które umieszcza się na przedniej szybie i przez nie ściągane są pieniążki z naszego konta za przejazdy na autostradach, co zaoszczędza nam sporo czasu bez stania w kolejkach do zapłaty. Jeśli jednak nie chcemy zakupić urządzenia, możemy płacić kartą bądź gotówką i tutaj są 2 opcje. Pierwsza opcja na specjalnie oznaczonej bramce możemy wrzucić odliczoną ilość monet najczęściej quarter dollar ( 25 centów ). Druga opcja zapłata banknotem na oznaczonej bramce, jednak nie zawsze te bramki są czynne całodobowo i trzeba uważać żeby nie mieć banknotu wyższego niż 20 $, bo Panie pracujące tam mogą go zwyczajnie nie przyjąć.


7. Automatyczna skrzynia biegów


Praktycznie każde auto w USA posiada automatyczną skrzynię biegów, co najlepsze takie samochody są najczęściej tańsze od tych z manualną skrzynią biegów i to różnica w cenie jest spora. Na początku ciężko przestawić się na automat, bo człowiek ciągle chce zmieniać biegi i szuka sprzęgła :), ale po czasie zdecydowanie jest to wygodniejsze :).





8. Prędkość na drogach


Ogólnie na autostradach w USA jeździ się wolniej niż w Polsce. Tam gdzie my mieszkamy na autostradzie speed limit wynosi 65 mph, czyli jakieś 110 km/h. Za to w mieście jeździ się szybciej, bo 45 mph ( około 70km/h ). Na osiedlach prędkość nie przekracza 30mph ( około 50 km/h ). Ogólnie nie ma piratów drogowych, ludzie jeżdżą przepisowo, bo nie chcą zaliczyć mandatu :).







To by było na tyle w tej części :), jeżeli coś mi się przypomni to dopiszę :), no chyba że wy macie jakieś konkretne pytania :). Co sądzicie o USA?

Ps. Wszystkie zdjęcia zostały zapożyczone z internetu!

Buziaki!





środa, 17 czerwca 2015

Moja mała kolekcja zapachów :)

Tak przechowuję swoje tarty, napoczęte w pudełku, a te w całości w słoiku



Witajcie kochani :),
dzisiaj przychodzę do was z postem innym niż dotychczas. Mianowicie nie wiem czy wam kiedyś wspominałam o moich dwóch uzależnieniach: herbacie i świeczkach. Dzisiaj chcę wam przybliżyć troszkę ten drugi nałóg, bo można to tak nazwać :). Świeczki uwielbiam od niepamiętnych czasów jednak najczęściej kupywałam coś taniego np. świeczki w Biedronce czy też świeczki z Bolsiusa. Nie do końca one mi odpowiadały, bo najczęściej zapach był za słaby albo nierówno się wypalały pomimo okładania ich folią aluminiową. Z jakiś rok temu natrafiłam przypadkiem na firmę Yankee Candle, opinie wyrobów tej firmy były świetne jednak cena mnie przerażała ( około 7zł za tartę, 10zł za sampler, 40zł mała świeczka, 79zł średni słoik no i duży słoik 97zł ) ceny z kosmosu zwłaszcza za dużą świecę. Postanowiłam zaryzykować i stacjonarnie znalazłam i kupiłam na próbę tarty 3 sztuki ( White Gardenia, Fruity Melon i Lilac Blossoms ). Nie zawiodłam się i od tej pory Yankee Candle stało się moim uzależnieniem i nie szkoda mi aż tak na nie pieniążków ;).





Udało mi się wciągnąć w moje świecomaniactwo koleżankę ;). Ona w tej chwili ma o wiele większą kolekcję niż ja, a na dodatek przywoziłam jej samplery z USA, które kupiłam na promocji za 1$ sztuka ;). W naszej okolicy nie ma zbyt dużego wyboru Yankee Candle stacjonarnie, także musiałyśmy kupować przez internet tak na prawdę w ciemno, sugerując się opisem danego zapachu. Pierwsze zamówienie złożyłyśmy na stronie http://www.goodies.pl/ . Na prawdę strona godna polecenia, ekspresowa wysyłka i wszystko bardzo dobrze zapakowane. Wybrałam sobie wtedy 11 zapachów, z czego jedynie dwa były nie w moim guście ( Icicles i Red Apple Wreath ).






Powyżej woski napoczęte. Najbardziej lubię Cranberry Pear ( właśnie resztka pali się w kominku ), White Gardenia i Lilac Blossoms, bo powalają swoją mocą, ich zapach unosi się po całym domu nawet gdy palę je tylko w jednym pomieszczeniu.







Tutaj jeszcze zdjęcie wosków nie napoczętych, które oczywiście już nie przedstawia ich stanu faktycznego :D. Część z nich wzięłam do USA, a resztkami które mi zostały obdarowałam koleżankę, która była z tego względu przeszczęśliwa :). Z tego zestawienia najbardziej lubię Angel Wings, Baby Powder i White Linen & Lace. 







Oczywiście na kupywaniu samych wosków się nie skończyło. W pewnym momencie zapragnęłam świecy, jednak bardzo by mnie bolał taki wydatek. Postanowiłam, że troszkę poczekam i kupię swoją pierwszą świecę w USA, bo tam taniej. Ciężko mi się było opanować, ale jednocześnie tłumaczyłam sobie to tym, że i tak pewnie bym jej ze sobą nie zabrała, bo miejsca w walizkach nie wiele było. Tak też się stało, w sumie to na jednych z pierwszych wypadów do sklepów upolowałam za 8$ dużą świecę z Village Candle ( odpowiednik Yankee Candle tak samo dobry :) ), czyli za jakieś 32zł, cena jak dla mnie boska, a i zapach przepiękny ( Summer Brezze ).






Teraz będąc w Polsce, brakowało mi moich pachnideł. Już nawet kupiłam świeczkę w Biedronce żeby zapełnić pustkę :P. Jednak dzisiaj weszłam na aukcje na popularnym serwisie aukcyjnym w poszukiwaniu czegoś dobrego w przystępnej cenie. Przewertowałam sporo stron, aż natrafiłam na 2 licytacje kończące się dzisiaj. Stwierdziłam co mi szkodzi spróbować, cena fajna i czasu nie wiele do końca aukcji. No i udało mi się wylicytować dwie,nowe, małe świece Yankee Candle: Cassis i Lovely Kiku za 42zł już z wysyłką :D, czyli mam dwie w cenie jednej i już nie mogę się doczekać kiedy dotrą do mnie moje maleństwa!



źródło: internet ( zdjęcie z aukcji )



A wy lubicie świece? Macie jakieś w swojej kolekcji z Yankee Candle albo Village Candle? Jeśli tak to jakie zapachy was uwiodły i gdzie najczęściej kupujecie :) ?


Buziaki!


Ps. O stronie goodies wspomniałam tylko na podstawie swoich doświadczeń z nią, nie współpracuję z nią i wszystkie tarty oraz świece zakupiłam za własne pieniążki :).




niedziela, 14 czerwca 2015

Baaardzooo spóźnione denko




Witajcie moi kochani, po bardzo długiej przerwie. Na wstępie chcę was przeprosić za moją nieobecność. Te 3 miesiące były dla mnie bardzo intensywne i dość stresujące, bo przecież znalazłam się na drugim końcu świata, gdzie życie wygląda całkiem inaczej. W innym poście napiszę, co się u mnie działo w tym czasie :), w skrócie intensywna nauka języka i poszukiwania pracy. Teraz jestem  w Polsce, powiedzmy na wakacjach, choć nie do końca to odpoczynek, bo zamykam niektóre sprawy tutaj aby później móc spokojnie żyć w USA. Załatwiam resztę papierów do nostryfikacji mojego dyplomu, a potem niech się dzieje co ma się dziać :). Przejdźmy do tematu posta, a mianowicie do denka. Produkty te zużyłam już przed wyjazdem, aby choć trochę uszczuplić swój bagaż ;).





1. Lakiery do paznokci - część zużyłam, a część po prostu wyrzuciłam, bo już się nie nadawały do malowania ze starości, wszystkie bez firmowe.

2. Eyeliner Essence biały - rzadko go używałam i niestety zgęstniał mi za bardzo także był to najwyższy czas na to aby się pożegnać.

3. Eyeliner żelowy z Catrice - starczył mi na dobre 2 lata i nadal bym go używała gdyby mi się nie wysuszył, musiałam go źle zakręcić.

4. Płyn micelarny BeBeauty - mój stały bywalec denka, niezawodny i tani, jednak teraz chciałam spróbować czegoś innego i kupiłam Garniera.

5. Isae antyperspirant - kolejny stały bywalec denka, którego bardzo lubię, jednak przed wyjazdem kupiłam Rexonę w sztyfcie, aby móc ją wziąć do bagażu podręcznego.

6. Hair up suchy szampon - jeśli pamiętacie kupiłam obie wersje tego suchego szamponu, bo myślałam, że będzie działał, a tu lipa, dosłownie nie robił nic, w ogóle nie odświeżał włosów, także nie polecam.

7. Farmona szampon pokrzywowy - zwykły pokrzywowy szampon, myślałam że pomoże mi choć trochę w walce z przetłuszczaniem się włosów, ale tak jak każdy inny szampon, którego używałam nie robił za wiele, a do tego strasznie plątał włosy.

8. Sole do kąpieli Isana - po prostu coś cudownego, zapachy piękne, świetnie nawilżały skórę, czekam aż pojawią się w promocji żeby móc zabrać zapas ze sobą :D.

9. Jantar wcierka do włosów z bursztynem - dzięki niej zaczęły mi rosnąć baby hair i zmniejszyło się wypadanie włosów, jej plusem jest także to, że nie przetłuszcza włosów, a chyba nawet przedłuża ich świeżość, na pewno jeszcze do niej wrócę.

10. Serum antycellulitowe - kupiłam je z jakieś 3 lata temu w Biedronce ( nie martwcie się miało długą datę ważności ;) ) przy okazji któreś gazetki kosmetycznej, ale leżało u mnie sporo, bo miałam do wykończenia inne balsamy. Było bardzo fajne, według mnie porównywalne do Daxa czy Eveline, a do tego kosztowało grosze, niestety nigdy więcej nie spotkałam go.

11. Vichy Normaderm - dobrze nawilżał i był bardzo wydajny, jednak jakoś nic specjalnego z moją cerą nie robił w porównaniu do Effaclara, zużyłam ale więcej nie kupię bo nie warty swojej ceny, są lepsze kosmetyki z tej półki cenowej :).

12. Ziaja liście manuka - żel myjący normalizujący, słynna seria Ziaji, którą bardzo polubiłam, żel robił to co powinien i nie wysuszał buźki, na pewno do niego wrócę kiedyś, bo na razie mam zapasy innych :).

13. Pasta do zębów Elmex - mini pasta przeciw próchnicy, jak dla mnie pasta jak każda inna, wolę wybielające, tą zużyłam na jakimś wyjeździe.





14. Nivea balsam pod prysznic - ja miałam wersję z masłem kakaowym, zapach przecudny długo utrzymujący się na skórze, cudownie nawilżał skórę, całe szczęście jest także dostępny w USA.

15. Żel pod prysznic BeBeauty malina i wanilia - ten żel można by było zjeść, tak pięknie pachniał, był bardzo wydajny, nie wysuszał skóry, w sumie to mogłabym kupić go ponownie :).

16. Ziaja Sopot Sun - balsam do opalania SPF 10, którego używałam w bezsłoneczne letnie dni, aby choć trochę się chronić przed słońcem, którego nie było ;), przed wyjazdem wyrzuciłam resztkę żeby nie targać go ze sobą.

17. Isana żel pod prysznic - mini żel pod prysznic witaminy i jogurt, miałam już kilka razy dużą wersję i z chęcią co jakiś czas do niego wracam, ładny zapach, niska cena, robi to co powinien, także czego chcieć więcej :).

18. BeBeauty żel pod prysznic ciasteczkowy - kolejny żel z serii jedzeniowych, świetny na zimowe wieczory, pachniał jak dla mnie waniliowymi ciasteczkami, nic specjalnego żel jak żel :).

19. CoverGirl puder mineralny rozświetlający - miałam go dobre 3 lata, bardzo wydajny, używałam go szczególnie wiosną i latem, aby rozświetlić buzię, bardzo lubię produkty tej firmy więc jeśli macie do nich dostęp to bardzo polecam ;).

20. Sally Hansen Pedicure in a minute - peeling do stóp, który lepiej działa niż pumeks, a do tego jest bardzo wydajny, kupiłam go jakiś czas temu na allegro, teraz szukam stacjonarnie większej pojemności.







To już wszystkiego produkty z mojego denka. Mieliście coś z niego? Jak wam się sprawdziły te produkty? Czekam na wasze recenzje :).

Do usłyszenia w kolejnym poście!